Dekoder literacki
Blog > Komentarze do wpisu

Nikt nie chciał umierać za Francję

Nikt nie chciał umierać za Francję

„Poświęcenie nie jest tu sportem narodowym”, pisał Andrzej Bobkowski w swoich słynnych Szkicach piórkiem. Książka ta daje niezbyt pochlebny, oględnie mówiąc, za to niezwykle sugestywny obraz społeczeństwa francuskiego – jego zachowań i postaw – w czasie II wojny światowej. I to m.in. dzięki temu właśnie świadectwu w świadomości przeciętnego Polaka utrwalił się ten dość przejrzysty i jednoznacznie (negatywnie) wartościujący wizerunek Francji i Francuzów, którzy w trudnych chwilach wojennego doświadczenia nie stanęli, że się tak wyrażę, na wysokości zadania. Ujmując rzecz w największym skrócie: przed wojną niezbyt ochoczo przeciwstawiali się agresywnej polityce Hitlera, w okresie „dziwnej wojny” – a więc od chwili jej wypowiedzenia do podjęcia rzeczywistej walki – tkwili biernie za linią Maginota, następnie stawili słaby opór, pod okupacją generalnie przystali na kolaborację, by tuż przed wyzwoleniem wziąć nagle stronę rachitycznego dotąd ruchu oporu, którego powojenny mit jawi się dzisiaj jako dość groteskowy i komiczny (i to nie tylko z polskiej perspektywy, o czym świadczy np. serial Allo, allo).

Tak się szczęśliwie złożyło, że akurat byłem w trakcie odsłuchiwania kolejnych odcinków Szkiców piórkiem Bobkowskiego, które serwowała właśnie radiowa Dwójka (całkiem słusznie zresztą, albowiem rzecz ta do podawania w odcinkach nadaje się znakomicie), kiedy dotarła do mnie książka Alana Ridinga A zabawa trwała w najlepsze. Życie kulturalne w okupowanym Paryżu. Zdarzała się zatem świetna okazja, aby skonfrontować subiektywną wizją polskiego pisarza z obiektywną, a nawet bez mała naukową analizą bezstronnego reportera (książka jest dość pokaźnych rozmiarów, opatrzona stosownymi przypisami, bibliografią oraz indeksem). Autor jest brytyjskim dziennikarzem, który urodził się w Brazylii, uczył się w Wielkiej Brytanii, następnie pracował m.in. dla agencji Reuters w Nowym Jorku, pisywał do „The Economist” i „The New York Times”, a obecnie mieszka w Paryżu. Należy zatem do tego szczęśliwego rodzaju autorów, którzy obserwują jednocześnie z zewnątrz, co pozwala im na dystans, i od wewnątrz, co chroni ich przed ignorancją, a przy tym legitymizują się niebagatelnym doświadczeniem zawodowym i życiowym.

W związku z powyższym byłem nie tylko przygotowany, ale wręcz nastawiony na to, iż mój stereotypowy obraz słabej i łatwej Francji oddającej się silnemu i zdecydowanemu Niemcowi może ulec nadszarpnięciu, a kto wie, może i całkowitej dewastacji, na co też, prawdę mówiąc, ostrzyłem sobie zęby, albowiem wbrew powszechnym praktykom bardzo chętnie żegnam się z myśleniem stereotypami, kiedy je tylko dostrzegę. Zawsze to lepiej posługiwać się wiedzą krytyczną niż obiegowymi opiniami, które przecież tak naprawdę nie są nasze.

Ostatecznie musiałem zadowolić się jednak innego rodzaju satysfakcją. Otóż okazało się, że pomiędzy obiegową opinią, którą przyszło mi podzielać wespół z moimi rodakami (i nie tylko), a metodyczną i pogłębioną wiedzą nie ma w tym przypadku jakichś zasadniczych różnic. Obraz Francji i Francuzów przedstawiony w książce Ridinga jest równie nieheroiczny i mało budujący, jak ten będący w powszechnym obiegu, chociaż autor – przeciwnie niż Bobkowski – na ogół unika wyrażania wprost sądów wartościujących. Przeciwnie, uważa raczej, że „tak wtedy, jak i dziś, wydawanie jednoznacznych osądów nie jest łatwe”. Przytacza też słowa Anthony’ego Edena, w czasie wojny brytyjskiego ministra spraw zagranicznych: „Jeśli ktoś nie przeżył horroru bycia okupowanym przez obce mocarstwo, nie ma prawa pouczać kraju, który ma to za sobą”.

Kilkakrotnie jednak takie sądy-pouczenia mimo wszystko mu się wymykają. Na przykład w stwierdzeniu, że po klęsce w czerwcu 1940 r. „życie kulturalne Francji wróciło (prawie) do normy w niemalże niestosownie krótkim czasie”, a świat opery „jeszcze szybciej zaczął zachowywać się nie w porządku” niż inne rodzaje sztuki czy show-biznesu. W tym też świetle podana na koniec uwaga o tym, że „teatry otwarły się natychmiast po upadku Paryża – do początków lipca co najmniej setka”, wydaje się równie wymowna. Jest to chyba zresztą ogólna strategia pisarza: nie ma co się wychylać z osobistymi ocenami – i narażać na stronniczość czy nazbyt emocjonalne podejście – skoro fakty i tak mówią same za siebie.

A fakty te zasadniczo, jak już wspomniałem, potwierdzają stereotypowe opinie. Francuzi tak jak nie palili się do walki przed wojną, tak podczas okupacji na ogół unikali angażowania się po stronie ruchu oporu, co dotyczy także artystów i intelektualistów, chociaż to właśnie na nich – czego nie można pominąć – spoczywała szczególnego rodzaju odpowiedzialność, jako że „artystyczne powołanie czyniło z nich wzory do naśladowania”. Symptomatyczna wydaje się tu postawa Jean-Paul Sartre’a, który – choć jego zaangażowanie w ruch oporu intelektualistów było minimalne, a wstąpił do niego „tego samego dnia, co paryska policja” – po wyzwoleniu „nagle stał się kronikarzem francuskiego męstwa. Kiedy wielu innych artystów i pisarzy pochłonęły czystki, stanął z boku i wymyślił okupację na nowo, jako powieść o historycznej tragedii”. W ten sposób narodził się, mający niewiele wspólnego z rzeczywistością, bohaterski mit, który został przyjęty tym chętniej, że okazał się bardzo wygodny: „większość Francuzów – chcąc zapomnieć o swojej własnej, ambiwalentnej postawie i o okupacji w ogóle – z zadowoleniem przyjęła mit ruchu oporu. Skorzystali na tym także artyści i pisarze. Tylko nieliczni w ciągu następnych kilku lat nie wrócili do występowania, malowania czy wydawania”. Czyli tak jak podczas okupacji dość łatwo zaakceptowano rozmaite formy kolaboracji – „bo niby co mieliśmy robić?” – tak po jej zakończeniu przyjęto, że udziałem znakomitej większości społeczeństwa był bardziej lub mniej czynny opór.

Podstawowa lekcja z lektury książki Ridinga dla wielu może okazać się jednak dość zaskakująca. Otóż owo mało chwalebne zachowanie Francuzów, jak utrzymuje autor, nie brało się bynajmniej z przyrodzonego im jakoby tchórzostwa lub czegoś w rodzaju moralnego lenistwa czy indyferencji, które im czasami imputowano. Źródeł tego zachowania należałoby szukać w sytuacji społeczno-politycznej w kraju przed wojną. Najbardziej może przenikliwie ujął to właśnie Sartre: „W 1939 roku baliśmy się śmierci, cierpienia za sprawę, która nas brzydziła. To znaczy za obrzydliwą Francję, skorumpowaną, niesprawną, rasistowską, antysemicką, rządzoną przez bogaczy i dla bogaczy; nikt nie chciał za to umierać, dopóty, dopóki – no, cóż – zrozumieliśmy, że naziści byli jeszcze gorsi”. Kiedy dodamy do tego fakt, że wielu Francuzów widziało większe zagrożenie w komunizmie niż w faszyzmie – choć oczywiście nie Sartre – a ruch oporu zainicjowali właśnie komuniści, to ich bierność objawi nam się w cokolwiek innym świetle. Francuzom po prostu najczęściej brakowało motywacji do tego, aby walczyć. Zwłaszcza jakieś motywacji wspólnotowej, jednoczącej ich jako naród. Lewicowcy nie chcieli umierać za Francję faszystowską, prawicowcy przeciwnie – za komunistyczną. Większość zaś w ogóle nie wierzyła w sens walki i umierania. „Pacyfizm trudno było czasem odróżnić od defetyzmu, ale artyści i pisarze borykali się także z ideologicznymi prądami nadciągającymi z Moskwy i Berlina. W latach 30. wielu pisarzy i intelektualistów, a także niektórzy artyści i muzycy, czuło się w obowiązku opowiedzieć się za którymś z wrogich sobie obozów”.

Ale o tym, jak trudno nam dzisiaj ogarnąć – tym bardziej zatem oceniać – ówczesny kontekst egzystencjalno-polityczny, świadczy według mnie uwaga rzucona przez autora trochę jakby na marginesie: „Wydaje się, że jedyną ideą, która nie przemawiała [przed wojną] do wykształconej młodzieży, była demokracja”. Jeżeli demokracja nie przemawiała do wykształconej młodzieży, to do kogo? Jeżeli nie demokracja, to co?

 

Grzegorz Tomicki

 

Alan Riding, A zabawa trwała w najlepsze. Życie kulturalne w okupowanym Paryżu, przeł. P. Tarczyński, Świat Książki, Warszawa 2012

 Pierwodruk: „Odra” 2013, nr 7-8

 

 

Alan Riding, A zabawa trwała w najlepsze

                 

sobota, 27 grudnia 2014, gtomicki
Tagi: Francja

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Pocztówki legnicke

Wersja papierowa


Ebook