Dekoder literacki
Blog > Komentarze do wpisu

Wyborcze (po)rachunki

FA-art „To będzie jeden z najważniejszych dni w powojennej historii Polski!”, obwieściła dzielna pani z telewizji, co zabrzmiało, przyznajmy, dużo bardziej poważnie i o wiele bardziej konkretnie niż, powiedzmy, konstatacja w stylu: „prawdopodobnie najlepsze piwo na świecie!”, która niewiele nam przecież mówi. Toż prawdopodobne może być zgoła byle co albo i wszystko.

Samo pisanie o podobnych rachunkach prawdopodobieństwa musi się wydawać pragmatycznie zorientowanemu czytelnikowi mało poważne i żałośnie niekonkretne, zwłaszcza w obliczu „jednego z najważniejszych dni w powojennej historii Polski”, nie wiedzieć zresztą czemu „jednego z”, a nie po prostu „najważniejszego”. Albowiem liczą się wyłącznie fakty, a nie jakieś teoretyczno-hipotetyczne baju-baju. Albo-albo, wóz albo przewóz, bile czarne albo białe, albo chybił, albo trafił, albo z głupia, albo frant – jako taki porządek we wszechświecie musi przecież być, a jak go nie ma, to trzeba go czym prędzej zaprowadzać, od tego wszak jesteśmy ludźmi.

Toż wybory prezydenckie to nie gierki w pici-polo na małe bramki! To nie zawody w sikaniu pod wiatr ani nawet – a niech mi się stolec wypsnie! – Turniej Jednego Wiersza  im. Rafała Wojaczka! To nawet nie turniej kowali ani spływ samoróbek w Legnicy! Gra idzie o stolec, tfu, wróć – tak się już dzisiaj nie mówi – gra idzie o stołek, a nawet o stołki, bo przecież król sam na stolcu-stołku nie zasiędzie, a z całą świtą. Gra idzie o to, powiem bez ogródek i metafor, kto mi będzie wstydu przed światem robił przez następne pięć lat, a to przecież nie jakieś siu-bździu ani figo-fago.

To miał być zatem „jeden z najważniejszych dni w powojennej historii Polski”, a powagę sytuacji w sposób najbardziej odpowiedzialny, jak zwykle, doceniły media. Media jak to media: najpierw stwierdzają, co jest „naprawdę ważne”, a potem się tym „naprawdę ważnym” zajmują, bo przecież nie będą się w tej sytuacji zajmować czym ważnym tylko pozornie albo czymś zgoła nieważnym albo i niepoważnym. Dlatego we wszelkich „Wiadomościach” pytlują najpierw o wyborach, potem o pomniejszej polityce, a ewentualnie pod koniec – dla odprężenia i z porozumiewawczym uśmieszkiem na twarzy spikerki-spikera – jakieś ciekawostki z życia Dody albo innego Pendereckiego w ramach niezobowiązujących (do niczego) kulturaliów-kuriozów, po których już tylko sport i pitu-pitu albo i pierdu-pierdu o pogodzie.

Media zatem zachowały się jak trzeba, tj. na (swoim) poziomie, co po raz nie wiem który pozwoliło mi poczuć się dumnym z Polski i Polaków oraz odczuwać wraz z ogółem przypływ uczuć patriotycznych. Tymczasem jednak finiszowałem z doktoratem i coś mi tu nie pasowało, coś mi tu jedno z drugim się gryzło. A bo to z jednej strony filozofia, antropologia, fenomenologia, psychoanaliza, dekonstrukcja, poststrukturalizm – a z drugiej kiełbasa, parówka albo i salceson wyborczy. Z jednej strony Platon, Arystoteles, Hegel, Heidegger, Barthes, Derrida, Lacan, Žižek, Attridge – z drugiej „Bronek” Komorowski i „Jarek” Kaczyński, a wcześniej i inni, którzy w międzyczasie przestali się liczyć w politycznych rachunkach. Z jednej strony wysublimowana filozofia – z drugiej grube nici ideolo dla ubogich duchem.

I zachodziłem w głowę, co by mi też jeden z drugim Kaczyński z Komorowskim w pisaniu doktoratu pomóc mogli, czy by się trzeci z czwartym Napieralski z Pawlakiem mogli choć do korekty nadać i czy Janusz Korwin-Mikke z Kornelem Morawieckim nie daliby rady (we dwóch) ze sporządzeniem bibliografii, bo mnie już się nie chciało, i czy Lepper, Ziętek i Olechowski (więcej kandydatów nie pamiętam, za wszystkich serdecznie przepraszam) nie mogliby choć posortować i ułożyć „w kupki” te 1200 arkuszy, co mi się walały bezładnie po stole? Może i coś w tym jest, że owe „kupki” znów się ze stolcem kojarzą.

Tymczasem doktorat został skończony, a wybory rozstrzygnięte – stolec wzięty! – a skoro była mowa o konkretach, jako lokalny patriota zacytuję legnickie „Konkrety”: „Na Dolnym Śląsku drugą turę wyborów prezydenckich wygrał Bronisław Komorowski. Miał zdecydowane 60,27 proc. poparcia. Legnica i powiat także postawiły na kandydata Platformy. W mieście zyskał 59,61 proc. głosów, w powiecie 59,61. Najlepszy wynik osiągnął w Polkowicach, gdzie głosowało na niego aż 58 proc. wyborców”.

Zagadka goni zagadkę. Czy do „zdecydowanych 60,27 proc. głosów” wliczają się także głosy niezdecydowane, ale jednak oddane? Czy 60,27 to w ogóle liczba zdecydowana? Jakim cudem polkowickie 58 proc. jest nie tylko lepszym wynikiem od legnickich i powiatowych 69,61 proc., ale i najlepszym w powiecie? Czy dojdzie do powołania komisji śledczej?

Otóż pragnę wszystkich uspokoić – cudów nie ma, jak się był wyraził pewien ksiądz w Szatanie z siódmej klasy. Jak wynika ze szczegółowej tabelki zamieszczonej poniżej rzeczonego fragmentu, w powiecie „Bronek” Komorowski uzyskał nie 59,61 proc., lecz 54,15 proc., natomiast podejrzany „najwyższy wynik” w Polkowicach w postaci 58 proc. dotyczy nie prezydenta-elekta, lecz niedoszłego prezydenta „Jarka” Kaczyńskiego. Co nie zmienia faktu, że obaj panowie magnaci jako pomoce naukowe przy pisaniu doktoratu na nic się zdali, nawet razem wzięci, za to do felietonu nadali się w sam raz.

Poza tym uważam, że „Wiadomości” powinny się zaczynać od doniesień typu „co tam nowego słychać u Slavoja Žižka?” albo, powiedzmy, „co tam, panie, w hermeneutyce, żywa jeszcze?” – a dopiero potem, spuszczając nieco z tonu, zająć się sportem, rozmówkami pitu-pitu o pogodzie oraz, ewentualnie, relacjami pierdu-pierdu o polityce w funkcji komicznej pointy. I bodajby jedli psie gówno, którzy myślą inaczej, jak mówi Poeta.

 

Grzegorz Tomicki


Pierwodruk: FA-art, lipiec 2010

http://www.fa-art.pl/artykul.php?id_artykulu=2744&szablon=autorzy_artyk_felieton

 



wtorek, 16 czerwca 2015, gtomicki

Polecane wpisy

  • Festiwal preTEXTY w Legnicy

    W książeczce anonsującej festiwal literacko-artystyczno preTEXTY – objazdową imprezę buszującą jesienią 2015 roku po Dolnym Śląsku – przeczytałem: &

  • Frajerskie zajęcie

    Pisaniem recenzji zajmuję się od czasu, odkąd nauczyłem się w miarę, a więc nie całkiem jeszcze poprawnie posługiwać językiem polskim (co mi zostało do dziś). A

  • Franaszek i „oburzeni”

    Kiedy przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” tekst Andrzeja Franaszka Dlaczego nikt nie lubi nowej poezji? – dzisiaj już chyba można powiedzieć: o

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Pocztówki legnicke

Wersja papierowa


Ebook