Dekoder literacki
Blog > Komentarze do wpisu

Katechizm dobrego dziennikarza

Świętość

Biblię dziennikarstwa – wydawnictwo tyleż pożyteczne, co bałamutne – otwiera zachęcający tekst Mikołaja Kunicy pod wielce znaczącym tytułem Wymyślić news, w którym autor przekonuje, że dziennikarstwo to zasadniczo zajęcie dla ludzi przed trzydziestką, którzy są jeszcze na tyle dziarscy i bezczelni, aby umieć rozpychać się łokciami. Ci bowiem, którzy wcześniej zdobyli dziennikarskie szlify zrobią wszystko, aby utrudnić to innym: „Niestety, musisz pogodzić się z faktem (a w dziennikarstwie dyskusja z faktami prowadzi na manowce), że rynek mediów w Polsce od co najmniej 2000 roku jest w swoim głównym nurcie zagospodarowany, podzielony i usystematyzowany. Czasy, w których byli opozycjoniści, często o dużym dorobku zawodowym na niwie uniwersyteckiej, specjaliści od fizyki czy inżynierii lądowej, nagle rzucali wszystko i kładli podwaliny pod nowe wydawnictwa i redakcje w odzyskującej wolność Ojczyźnie, bezpowrotnie minęły. Tak więc jeśli ładnych kilka lat temu skończyłeś studia, wybrałeś zawód, przebrnąłeś przez kilka stopni kariery i nagle zastanawiasz się, czy aby nie zostać dziennikarzem – to ja tego nie kupuję. Uważam, że nie tędy droga. To ślepa uliczka. Rzuć to, zapomnij. Oczywiście możesz mieć własne zdanie… Ale ja będę zniechęcał cię dalej”.

Oczywiście, możesz mieć własne zdanie, ale po co, skoro znasz moje, a moje zdanie podzielają wszyscy. Takie są fakty. A w dziennikarstwie dyskusja z faktami prowadzi na manowce. Jeśli chcesz dyskutować z faktami, idź na uniwersytet, do polityki albo zajmij się literaturą. Czasy, kiedy dziennikarką parali się naiwni idealiści i pasjonaci, bezpowrotnie minęły. Teraz zajmują się tym pragmatycy, cynicy i twardziele. Nade wszystko zaś – młode wilki. Jeśli przekroczyłeś trzydziestaka, toś stary kiep i do telewizji, radia i żurnala się nie pchaj. „Przykro mi, to nie dla ciebie. Rzuć to. Idź na piwo z kolegami albo na spacer z koleżanką”, jako rzecze Pismo.

Praca w dziennikarstwie to głównie pot i łzy: „przed tobą cała masa wyrzeczeń. Zapomnij o normalnym życiu. Media – a im dłużej to obserwuję, tym ostrzej widzę eskalację tego zjawiska – będą chciały cię pożreć. Dostaniesz szansę, będziesz jednak płacić wysoką cenę. Życie prywatne od teraz niemal nie istnieje. Media to również twoje życie prywatne. Przez kilka lat będziesz harował jak wół”. Jeśli nie potrafisz się zdobyć na wyrzeczenia, boisz się ciężkiej pracy i ryzyka, to się za dziennikarstwo nie bierz, a się bujaj do kopalni, na budowę albo w kamasze, bo w redakcji nie ma zmiłuj. To nie są sprawy dla słabych portek.

Jeśli mimo wszystko dalej się przy tym upierasz, trudno, próbuj. Starszy kolega ci podpowie, jak dostać się do elity: „Zdobądź prywatną komórkę redaktora naczelnego, sekretarza redakcji, szefa działu krajowego. Zadzwoń i powiedz, że zawsze marzyłeś, żeby z nim pracować, bo tworzy najlepszy tytuł w Polsce. Dziennikarze to z natury ludzie łasi na komplementy. Lubią dobre recenzje, a często iluzoryczna świadomość, że są ważni i potrzebni, motywuje ich do działania. Wykorzystaj też fakt, że bezczelnie dzwonisz na ich prywatną komórkę, nie korzystając z bardziej cywilizowanej drogi w postaci pośredników i poręczycieli. Skąd masz ich telefon? Ja zawsze wyjaśniałem, że zdobywanie informacji to moja specjalność. Kto dał mi ten numer? Nie mogę powiedzieć, ponieważ nie ujawniam źródeł informacji. To powinno zadziałać. Udowodniłeś właśnie, że jesteś bezczelny i intrygujący. Potrafisz dotrzeć do informacji i nie ulegasz presji”.

Nie ulegaj presji. Bądź bardziej intrygujący i bezczelny (intrygujący, bo bezczelny?) od innych. Zdobądź (prywatne namiary) i wykorzystaj (próżność). Używaj wazeliny. To powinno zadziałać. Nie baw się w społeczne konwencje, konwenanse, savoir-vivry. Odłóż na bok takt, skromność i przyzwoitość. Ani to efektowne, ani efektywne. Wal prosto do celu. Udowodnij, że jesteś i potrafisz. Nie ulegaj presji.

A kiedy już się załapiesz, to kolegów w redakcji raczej nie szukaj: „nie oczekuj, że ktoś weźmie cię tu za rękę i bezboleśnie przeprowadzi przez labirynt, u którego wyjścia czekać będzie kariera. Nie ma bardziej błędnego założenia. W redakcji nikt nie ma na to czasu, bo uciekający czas to największy wróg newsowego dziennikarza. Każdy reporter dba niemal wyłącznie o swój temat, zazdrośnie obrabia swoje dziennikarskie poletko, strzegąc tajników swego warsztatu, źródeł informacji i kontaktów”. Nikt cię za rękę nie weźmie. W redakcji nikt nie ma na czasu, za to wszyscy mają wrogów. Każdy reporter obrabia, strzeże i dba wyłącznie o swoje cztery litery.

Nie ulegaj zatem presji. Pracuj i sprawiaj wrażenie: „Dobry reporter nie tylko chce być dobrze poinformowany, lecz też usiłuje za takiego uchodzić w oczach swoich kolegów po fachu, a także swojej publiczności. Z tej delikatnej próżności nie ma co robić problemu”. Bez tej delikatnej próżności nie ma dobrego (sobie) reportera.

Dobry reporter nie tylko chce być dobrze poinformowany, ale też nie chce, żeby dobrze poinformowani byli jego koledzy: „Nie zostawiaj zbędnych śladów. Nagraj tylko niezbędne komentarze, wyraźnie prosząc tych, którzy ich udzielają, o największą dyskrecję. Pracując w otoczeniu kolegów po fachu – na przykład w sejmie – nie zwracaj na siebie uwagi. Swoich rozmówców nagrywaj z dala od konkurencji i pod żadnym pozorem nie chwal się nikomu, że dziś wieczorem będziesz miał prawdziwą bombę, bo jest niemal pewne, że tak postępując, sam pomożesz ją rozbroić”. Nie zostawiaj śladów, nagrywaj dyskretnie, nie zwracaj na siebie uwagi, bombą zawczasu się nie chwal. Nie ulegaj presji próżności.

Uważasz, że dobry materiał informacyjny powinien dobrze przekazywać informację? Nie ma bardziej błędnego założenia: „Telewizyjny materiał informacyjny powinien mieć taką konstrukcję, by matka dwojga dzieci krzątająca się po kuchni w czasie głównego wydania newsów przestawała mieszać sos do spaghetti. By koniecznie chciała zobaczyć, o czym tak naprawdę jest nasza historią, i ruszyła z kuchni na kanapę. Dlaczego? Bo to, co usłyszała, jest dla niej intrygujące – ale też ma poczucie, że nie widząc zdjęć, nie jest dostatecznie poinformowana. Dobry reporter układa swoją opowieść tak, że atrakcyjny tekst nabiera pełnego wymiaru tylko wówczas, gdy jest słuchany i oglądany jednocześnie. Nie osiągniesz tego efektu, wykładając od razu kawę na ławę. Materiał reporterski, który zacznie się od niezwykle ważnej informacji o tym, że prezydent podpisał ustawę/nie podpisał ustawy o emeryturach pomostowych, nie sprawi, że sos do spaghetti się przypali. Matka już wie, co wydarzyło się tego dnia, i może spokojnie – zakładając, że ma jeszcze trochę do emerytury – zająć się poważniejszą kwestią, jaką w tym momencie jest kolacja. Jak więc wprowadzić trochę zamieszania do rodzinnej wieczerzy?”. Słowem, dobry telewizyjny materiał informacyjny powinien mieszać szyki gospodyni domowej, kiedy ona miesza sos do spaghetti. Jeśli szyków tych nie pomiesza, spaghetti się uda, materiał informacyjny zaś nie.

Przykazania

Reasumując, z zamieszczonego w Biblii dziennikarstwa katechizmu dobrego dziennikarza można wysnuć takie oto dziesięcioro przykazań:

  1. Pogódź się z tym, że dziennikarze to próżni i zazdrośni egoiści (nie rób z tego problemu).
  2. Nie oczekuj od bliźniego-dziennikarza pomocy (sam pomocy nie udzielaj).
  3. Zapomnij o normalnym życiu (witaj w piekle).
  4. Nigdy nie wykładaj kawy na ławę (publiczność za szybko się dowie, o co ci chodzi).
  5. Wprowadzaj zamieszanie do rodzinnej wieczerzy (przypalony sosu do spaghetti jest miarą twojego sukcesu).
  6. Pracuj w tajemnicy przed kolegami po fachu (inaczej dowiedzą się, co robisz, i zrobią to lepiej).
  7. Liż tyłki ważniakom (a osiągniesz efekt).
  8. Bądź bezczelny (zdobądź i wykorzystaj).
  9. Bądź intrygujący (inaczej nie będziesz intrygujący).
  10. Nie przekraczaj trzydziestaka  (po trzydziestce idź na piwo z kolegami albo na spacer z koleżanką, jeśli jeszcze zechce takiego starego pryka).

Skoro już byłem wystarczająco bezczelny (i intrygujący), to jak proszę do TVN-u.

Rzeczywistość

Pomyśleć by można, że w społeczności dziennikarskiej zjawiska takie solidarność, współpraca, bezinteresowność, życzliwość, koleżeństwo, przyjaźń, uczciwość, nonkonformizm, idealizm etc. nie tylko należą do rzadkości, ale w ogóle nie istnieją, a już na pewno nie są czymś pożądanym (nie są atrakcyjne i intrygujące).

Z powyższych cytatów wynika także, że nie istnieje również podstawowa odpowiedzialność za słowo. Nie trzeba być przecież szczególnie inteligentnym, aby zadawać sobie sprawę, w jaki sposób formują się nasze przekonania społeczne i czym są samospełniające się przepowiednie. I że każda przedstawiana przez jednostkę wizja rzeczywistości – zwłaszcza w publikacji o charakterze podręcznikowym – ma swoje całkiem realne konsekwencje, całkiem konkretny wpływ na tę rzeczywistość i ludzi w niej żyjących. Jesteśmy twórcami świata społecznego. Ponosimy odpowiedzialność za istnienie wartości, które afirmowane są w grupie, którą współtworzymy.

Jeśli adeptom dziennikarstwa będzie się prezentować – jako zgodny ze „stanem faktycznym” – taki model rzeczywistości, jak przedstawiony wyżej, to najpewniej będzie on faktycznie obowiązywał. Nie dajmy się jednak ogłupić. Nie jest to model ani jedyny, ani taki, który powinniśmy – rzekomo dla własnego dobra – aprobować (z mojej prywatnej perspektywy wydaje się on nawet dość groteskowy).

„Pogódź się z faktami?” Czasy idealistycznych entuzjastów „bezpowrotnie minęły”? To zależy wyłącznie od nas. Nie od tego, co ktoś napisze i opublikuje w książce, którą ktoś inny nazwie cynicznie Biblią, aby lepiej ją sprzedać. Jeżeli o mnie chodzi, to „nie kupuję”, że posłużę się retoryką autora. Raczej się wybiorę na piwo z kolegami albo z koleżanką na długi i zupełnie niezobowiązujący spacer. Wbrew pozorom, nie jest to najgorsza perspektywa.

 

Grzegorz Tomicki

Pierwodruk: w: „Lektury Reportera”, listopad 2012

http://www.lekturyreportera.pl/nasze-rozwazania/katechizm-dobrego-dziennikarza/

 



sobota, 25 lipca 2015, gtomicki

Polecane wpisy

  • Festiwal preTEXTY w Legnicy

    W książeczce anonsującej festiwal literacko-artystyczno preTEXTY – objazdową imprezę buszującą jesienią 2015 roku po Dolnym Śląsku – przeczytałem: &

  • Frajerskie zajęcie

    Pisaniem recenzji zajmuję się od czasu, odkąd nauczyłem się w miarę, a więc nie całkiem jeszcze poprawnie posługiwać językiem polskim (co mi zostało do dziś). A

  • Franaszek i „oburzeni”

    Kiedy przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” tekst Andrzeja Franaszka Dlaczego nikt nie lubi nowej poezji? – dzisiaj już chyba można powiedzieć: o

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Pocztówki legnicke

Wersja papierowa


Ebook